Dach Afryki, Kilimandżaro na początku lutego zdobyła suwalczanka, Zuzanna Andruczyk.

Autor: Iwona Danilewicz

Tanzania to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Na terenie tego państwa, tuż przy granicy Kenią, znajduje się najwyższa góra Afryki – Kilimandżaro – wznosząca się na wysokość 5895 m n.p.m. Otacza ją Park Narodowy Kilimandżaro. To miejsce zapierające dech w piersiach. Żyją z niego Afrykańczycy. O tym, że zdobywanie Kilimandżaro w pojedynkę jest praktycznie niemożliwe, przekonała się niedawno Zuzanna Andruczyk z Suwałk.

Kilimandżaro to druga góra z Korony Ziemi, którą obrała sobie za cel 19-latka. Zuza Andruczyk wcześniej zdobyła Mont Blanc. Do Afryki pojechała z 20-osobową grupą zorganizowaną, o której bezpieczeństwo dbała profesjonalna agencja 4challenge.

Zdobywanie Kilimandżaro zupełnie nie przypominało wspinaczki na Mont Blanc. Bardzo odczuwalny był fakt, że to wyprawa komercyjna. Obecnie nawet na Mount Everest wyruszają „wycieczki”. Kilimandżaro to „wprawka”, choć podczas trekingu zachwyt tamtejszą przyrodą i różnorodności krajobrazów może przyprawić o zawroty głowy. O zawroty głowy przyprawić może też wysokość. Prawie 6-tysięcznik bywa zdradliwy. Afrykańscy przewodnicy często wnoszą ludzi na szczyt, gdy tych dopadnie choroba wysokościowa. Inni znoszeni są na noszach.

Najpierw hotel, szkoła, potem góry i przygoda

Przed przekroczeniem bram Parku Narodowego Kilimandżaro ekipa 4challenge przebywała w hotelu w Moshi. Dopiero po kilkudniowej integracji – zwiedzeniu miasteczka, odwiedzeniu szkoły, dla której uczniów Zuza Andruczyk przywiozła z Polski około 16 kg kredek, długopisów, pisaków, bloków, farb wyrusza się na przygodę. Czas przed Kilimandżaro to również okazja, aby na własne oczy zobaczyć 90-metrowy wodospad Materuni, z rosnącymi obok bananowcami i eukaliptusami.

Zuzanna Andruczyk już Mont Blanc zdobywała z UNICEF-em. Do Afryki pojechała z określonym zamierzeniem – wsparcia rzeczowego szkoły w Moshi i wsparcia działań dr Anny Watoły. – Wizyta w szkole była wzruszającym przeżyciem. Nie przypuszczałam, że bezinteresowny gest może wywołać taką radość. Planuję wrócić do Afryki z jeszcze większą paczką. Chcę poświęcić więcej czasu współpracy z UNICEF-em – mówi Zuza Andruczyk.

Do suchej nitki

Pierwsze wspomnienia z drogi na Kilimandżaro to deszcz, przedzieranie się przez gąszcz roślin u podnóża góry. Dzień pierwszy wyprawy to pokonanie odległości od Machame Checkpoint (1900 m) do Machame Camp (2980 m). I pierwsze spotkanie z przewodnikami.

Zuzanna Andruczyk przyznaje, że nie spodziewała się, że 20-osobowa grupa od tego momentu powiększy się kilkukrotnie. Zasadą jest, że tragarze z Kilimandżaro niosą niemalże wszystko. Z grupą idą też kucharze i przewodnicy.

– Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Przywykłam do samodzielnego noszenia wszystkich własnych rzeczy czy gotowania sobie posiłków. Zrozumiałam jednak, że dla wielu z pracujących tam ludzi to niekiedy jedyna możliwość zarobku. Bardzo ich podziwiam, gdyż taka praca wiąże się z ogromnym wysiłkiem – wspomina Andruczyk.

Grupę z 4challenge uderzyły nie tylko tamtejsze zasady, ale różnice między tragarzami a przewodnikami. Planowana jest zbiórka odzieży i obuwia dla tych, którzy prawie aż na sam szczyt niosą wszystkie bagaże turystów.

Kolejny dzień to podejście do Shira Camp (3840 m). Jak wspomina Zuza Andruczyk – to przebieżka z przepięknymi krajobrazami w tle. – Po powrocie do Suwałk, przeczytałam relację Natalii Domagały z Kilimandżaro. Zgodzę się, że obowiązuje tam motto „pole – pole”, czyli powoli. Stopniowo i konsekwentnie Kilimandżaro można zdobyć. Ja zdecydowałam się narzucić sobie własne tempo, szłam z poznanym podczas wyprawy Leszkiem i naszym przewodnikiem nieco szybciej – wspomina młoda suwalczanka.

Tempo przemieszczania się nie miało jednak wpływu na podziwianie z tej wysokości piękna Afryki. A było na co patrzeć – niemal na każdym kroku. Shira Camp położony jest pomiędzy kraterami Kibo i Shira. Piętra roślinności w pewnym momencie zastępuje sceneria jak z filmu o przygodach Indiany Jonesa. – Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Każdego dnia byłam zupełnie gdzie indziej – dodaje Zuzanna Andruczyk.

Kolejnym etapem w drodze na Kilimandżaro była aklimatyzacja – od Barranco Camp (3950 m) do Barrafu Camp (4550 m). Na tej wysokości zaczęła być już odczuwalna różnica w wysokości – pojawiły się też dolegliwości – począwszy od trudności z oddychaniem, przez ospałość, po bóle głowy, które towarzyszyły wielu osobom aż do zejścia ze szczytu.

Od pokonania Barranco Wall i dotarcia do Barrafu Camp (4550 m) rozpoczyna się już właściwie atak szczytowy, którego celem jest dotarcie na Uhuru Peak (5895 m) – szczytu Kilimandżaro. Atak szczytowy rozpoczyna się około północy, przy świetle gwiazd i latarek na głowach przyjezdnych. – Czasem trudno odróżnić gwiazdy od latarek – do wejścia na Kilimandżaro ustawia się kolejka oświetlająca trasę, która pozostała do pokonania. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Tak to zapamiętałam – wspomina 19-latka.

Uhuru Peak Zuza Andruczyk zapamięta jako bardzo wietrzne miejsce, gdzie odczuwalna temperatura może wynosić – jak 4 lutego 2017 roku, 25 st. Celsjusza poniżej zera.

Kilimandżaro nie jest szczytem uważanym za trudny technicznie. Najbardziej dającym się we znaki problemem jest wysokość. Mimo wyrobienia dobrej kondycji, choroba wysokościowa może „zepsuć” wszystkie doznania, uniemożliwiając dotarcie na szczyt o własnych siłach czy zejście z niego. – Fizycznie czułam się dobrze, ale wietrzna i mroźna pogoda potrafiły niekiedy znacznie obniżyć morale. W pewnym momencie decydująca stała się siła psychiki – wspomina ostatnią fazę przedsięwzięcia suwalczanka.

– Podróż do Tanzanii zapamiętam jako niesamowite przeżycie, które mimo wielu cech komercyjnych, wymaga jednak od człowieka pokory. Zakochałam się w Afryce – podsumowuje Zuzanna Andruczyk i szybko dodaje, że nie może doczekać już kolejnych wypraw podczas projektu Korony Ziemi. Realizację marzeń Andruczyk chce kontynuować na szczycie Elbrus – jeszcze w tym roku.

Więcej na blogu Z na Szlaku.

Zuzanna Andruczyk za naszym pośrednictwem składa podziękowania:

Rodzicom, Przyjaciołom, Czytelnikom „Z na Szlaku” oraz Partnerom.

Zuzannę Andruczyk wsparli: 4challenge, Robert Szczęsny Agro Doradztwo Szczęsny, RESO Europa Service, AQUAEL, PWiK w Suwałkach Sp. z o.o., Malow, Hotel Logos, PEC Suwałki, Prywatna Szkoła Kierowców „Jan Wasilewski”, PGO Suwałki, UNICEF Poland, Vytautas, Pogodne Suwałki.

Patroni medialni wprawy: Niebywałe Suwałki, Suwalki24.pl

Fot. arch. prywatne Zuzanny Andruczyk

Dodaj komentarz