#PANdaRADE: Ogólnopolski strajk ZNP, czyli co z tą edukacją?

Ilustr.

#pandarade – cykl felietonów, myśli luźnych, komentarzy dotyczących rozmaitych tematów, kwestii aktualnych, wymagających uwagi na portalu „Niebywałe Suwałki”. Autor tekstów pozostanie anonimowy, ale na pytania i uwagi chętnie odpowie za naszym pośrednictwem: redakcja@niebywalesuwalki.pl

Do broni, towarzysze! – A może jednak od broni?

W najbliższy piątek, 31 marca, odbędzie się ogólnopolski strajk Związku Nauczycielstwa Polskiego. W proteście przeciwko reformie oświaty, wprowadzanej przez PiS, weźmie udział 56 szkół z województwa podlaskiego, w tym jedna placówka z Suwalszczyzny (źródło: https://radio5.com.pl/w-piatek-strajk/).

Nauczyciele pojawiają się w szkołach, ale odejdą od tablic. To swoisty paradoks, bo tablica i kreda oraz obowiązek szkolny to potężna broń. Nie wiem, czy pióro jest potężniejsze od miecza, ale idea – z całą pewnością.

Dobrowolne zrzeknięcie się władzy nad rządami dusz? Co z tego, że tylko na jeden dzień – politycy i tak postukaliby się w czoło. Żaden z nich nie byłby do tego zdolny (w myśl zasady: władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy). Na szczęście nauczyciele nie są politykami.

A co walczą nasi dzielni pedagodzy, którzy zaharowują się na śmierć, ucząc, wychowując i edukując kolejne pokolenia młodych Polaków? O to, co większość mieszkańców Polski – o możliwość wiązania końca z końcem:

„ZNP domaga się deklaracji, że do 2022 r. w szkole nie będzie zwolnień ani nauczycieli, ani pracowników niebędących nauczycielami, i że do tego czasu żadnemu z nich warunki pracy nie zmienią się na niekorzyść, nie zostanie im też obniżone wynagrodzenie. Związek chce również podniesienia zasadniczego wynagrodzenia nauczycieli o 10 proc.” (źródło: http://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,21469107,31-marca-ogolnopolski-strajk-w-oswiacie.html)

A to wszystko dla dobra ucznia. Nauczyciele z ZNP to współcześni Samarytanie. Powinniśmy brać z nich przykład. Polska byłaby wówczas jeszcze większym rajem – wzorem dla Europy i całego świata. Wszyscy wokół jeszcze bardziej zazdrościliby nam dobrobytu (o ile w ogóle da się jeszcze bardziej).

Kto ma rację, czyli zbyt wąska perspektywa

Jeśli przyjrzymy się szumowi medialnemu wokół reformy oświaty, z łatwością zauważymy, że rozważane są w zasadzie tylko dwie opcje: „zostawić po staremu” oraz zmienić według projektu obecnej partii rządzącej.

W teorii to ma sens. Skoro zwolennicy status quo uważają, że obecny system edukacji działa sprawnie, to siłą rzeczy nie chcą zmian. PiS z kolei na odwrót – skoro uważa, że obecny system edukacji jest wadliwy, chce go zmienić.

Kto ma rację? A może obie strony mają trochę racji – a co za tym idzie – są też trochę w błędzie?

Nie wiem, czy zamieszanie wokół polskiego systemu edukacji jest potrzebne, ale skoro już jest, to warto wykorzystać tę okazji, by się zastanowić nad owym systemem. Przecież warto chodzić do lekarza nie wtedy, kiedy dopada nas choroba, ale dużo wcześniej – by zapobiegać. Profilaktyka to podstawa.

Podobnie rzecz się ma z edukacją (czy każdym innym aspektem państwowego systemu). Należy się bacznie przyglądać sprawom na bieżąco, badając, czy wszystko odbywa się tak, jak powinno. Jeśli dostrzeżemy poważny problem, zmiana jest nieunikniona. Bo nieleczony problem narasta i może doprowadzić do naprawdę poważnego problemu w przyszłości.

A więc tak, swoisty audyt obecnego polskiego systemu edukacji jest jak najbardziej potrzebny. Od poprzedniej reformy minęło już blisko 20 lat. To dobra perspektywa, by przyjrzeć się dotychczasowym efektom.

Jednak zanim w ogóle postawimy diagnozę stanu obecnego, najpierw trzeba by zdefiniować „zdrowie”, czyli stan oczekiwany. Bo nie da się nazwać systemu edukacji działającym sprawnie bądź wadliwym, jeśli nie ma się punktu odniesienia, nieprawdaż?

A tego punktu odniesienie, niestety, brakuje. Jeśli posłuchamy obu stron edukacyjnego konfliktu – zwolenników reformy PiS i jej przeciwników – okaże się, że nikt nie porusza kluczowej sprawy, nikt nie stawia najważniejszych pytań.

Czemu ma służyć polski system edukacji? Dla kogo jest polska szkoła? Jakie umiejętności powinień posiadać uczeń kończący polską szkołę? Jakie wartości chcielibyśmy mu wpoić?

3 głos

„Do kłótni potrzeba trzech osób. Konieczny jest ktoś, kto będzie godził zwaśnionych. Pełen potencjał ludzkiej furii może wyzwolić się dopiero wówczas, gdy taktownie zainterweniuje przyjaciel obu stron” – napisał G.K. Chesterton w eseju „Sceptyk jako krytyk”.

Pytanie, jak znaleźć takiego przyjaciela obu stron. O ile ktoś taki w ogóle istnieje.

Zdawać by się mogło, że takim przyjacielem, rozjemcą zwaśnionych stron konfliktu, powinien być trzeci sektor. Kto jak kto, ale grom organizacji pozarządowych wykonuje naprawdę dobrą robotę, zmieniając każdego dnia świat na lepsze (a przynajmniej jakąś jego część).

I faktycznie, takowe próby są podejmowane. Zapoznałem się niedawno z raportem „3 spojrzenia na szkołę. Pedagodzy, samorządowcy i rodzice o zmianach w polskiej edukacji”, autorstwa Krajowej Sieci Konsultacyjnej Liderów (autorski projekt Szkoły Liderów), opublikowanym w październiku 2016 (pełny raport dostępny jest tutaj: http://www.szkola-liderow.pl/wp-content/uploads/2016/10/3-spojrzenia-na-szko%C5%82%C4%99.-Raport-KSKL.pdf).

W teorii coś zbadano. A konkretnie – stosunek trzech środowisk do reformy oświaty wprowadzanej przez PiS. A jednak za wiele z tego wszystkiego nie wynika. Ktoś jest za czymś, ktoś jest przeciw czemuś, ale jaki jest stosunek do systemu edukacji jako całości (tym w końcu jest system w ujęciu teorii systemów – skomplikowaną całością), to dokładnie nie wiadomo.

Weźmy taki pierwszy z brzegu paradoks. Nauczyciele są przeciwko likwidacji gimnazjów, a jednocześnie za 4-letnim liceum. Jak to pogodzić? W teorii trzeba by wydłużyć o rok obowiązek szkolny, ale w praktyce za taki stan rzeczy prawdopodobnie odpowiada konstrukcja ankiety. Zamiast zbadać, jaki jest stosunek ankietowanych do całości systemu (i obecnego, i proponowanego), rozbito wszystko na mniejsze cząstki. I tym oto sposobem otrzymaliśmy typowego Wałęsę – jestem za, a nawet przeciw.

I jak tu na poważnie rozmawiać o arcyważnej sprawie, jaką jest polski system edukacji? Z jednej strony fanatyczni zwolennicy (lepszym słowem byłoby „wyznawcy”) reformy, z drugiej strony zwolennicy zachowania status quo. Trzeci głos z kolei dopasowuje się do poziomu i reguł gry zaproponowanych przez ową dwójkę. Niestety, ale z tego nie może wyjść nic dobrego (poza przypadkowym rymem wewnętrznym).

Karta Nauczyciela, czyli immunitet?

Źródło: http://www.znp.edu.pl

Uważam, że reforma PiS żadną reformą nie jest. To zmiana fasady. To pozorowanie działań. Można zmienić pacjentowi szpital czy wystrój pokoju, ubrać w nową piżamę, zmienić papkę serwowaną przez szpitalną kuchnię, ale to nie przywróci zdrowia osobie poważnie chorej.

A ten pacjent jest poważnie chory. Nie potrzebujemy wnikliwego audytu stanu polskiego systemu edukacji. Gołym okiem widać, że nie działa. Jedno słowo: korepetycje.

Gdzie leży problem? Problemów jest oczywiście całe mnóstwo. Ale gdybym miał wskazać „grzech pierworodny” obecnego systemu edukacji, bez wahania powiedziałbym: „Karta Nauczyciela”. Postulaty ZNP są aż nader wymowne. Szkoła jest dla nauczycieli, a nie dla uczniów (przerwa podobno również). Etaty muszą zostać zachowane niezależnie od sytuacji w kraju, od demografii, od zmian technologicznych dokonujących się na świecie i wpływających na to, jak młody człowiek naszych czasów przyswaja sobie wiedzę (pokolenie Z niemalże narodziło się ze smartfonem w ręku, ale co o tym mogą wiedzieć „leśne dziadki” z MEN, kuratoriów czy ZNP).

Karta Nauczyciela jest niczym immunitet dla posła – stawia ponad prawem, zapewnia nietykalność, zmywa z posiadacza jakiekolwiek wymagania. Bo czy my, rzekomy suweren, który włada w demokracji, możemy cokolwiek zrobić posłowi, który przez całą kadencję – mówiąc wulgarnie, acz dosadnie – się opier*? Z nauczycielami podobnie. Nauczyciel może być słabym pedagogiem, wychowawcą, może mieć braki metodyczne – ale i tak niewiele można mu zrobić.

Tu pies pogrzebany. A raczej – tutaj nasz pogrzeb. Bo nie łudźmy się, że któraś ze stron edukacyjnego konfliktu weźmie się za patologię Karty Nauczyciela. W tzw. reformie PiS ze świecą szukać tej kwestii.

Pytanie, czy możemy liczyć na trzeci sektor. Bo jeśli tzw. liderzy z organizacji pozarządowych zamierzają ograniczyć się do tworzenia raportów, które nic nie wnoszą, to marny nasz los.

Maciej Gnyszka napisał w „Fundraisingu” (pierwszy polski podręcznik w tej dziedzinie), że fundraiser musi lubić, a nawet kochać ludzi. Obserwując wspaniałych ludzi z suwalskiego trzeciego sektora, odniosłem wrażenie, że każdy prawdziwy społecznik kocha ludzi, nie tylko ten odpowiedzialny za relacje z darczyńcami i pozyskiwanie środków. Wydawało mi się, że podobnie rzecz się ma w całej Polsce – że trzeci sektor to zaangażowani obywatele, pasjonaci, ludzie, którzy potrafią zrobić coś z niczego.

Sądziłem też, że ludzie trzeciego sektora dużo lepiej niż politycy czy nawet nauczyciele rozumieją, że system w pierwszej kolejności wymaga nie wykształcenia, ale dobrych wartości, czyli dobrych ludzi.

Zawiodłem się. Głos trzeciego sektora w trwającym konflikcie o przyszłość polskiej edukacji nie jest głosem, który mógłby doprowadzić do dobrych zmian. Zmiana się z całą pewnością dokona. Pytanie, jakie będą owoce złej zmiany (pal licho, że być może wprowadzanej w dobrej wierze).

Pouczająca historia na zakończenie

„Podczas wczesnej fazy II wojny światowej stała się głośna historia pewnego farmera z Oklahomy – jednego z tych jeszcze nie zepsutych. Usłyszawszy o ataku na Pearl Harbour, wyjechał z żoną na Zachodnie wybrzeże, by pracować w stoczni. Jego żona znalazła pracę kelnerki i utrzymywała oboje. Nowy pracownik, który nie umiał czytać, nie rozumiał znaczenia kawałków papieru dawanych mu raz na tydzień. Dopiero gdy zgromadził ponad tysiąc dolarów w czekach, zorientował się, że płacono mu pieniędzmi za ocalanie ojczyzny. Tymczasem był przekonany, że kiedy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie, wszyscy pomagają, a pomagać to znaczy dawać za darmo.” (Richard Weaver „Idee mają konsekwencje”)

Wiedza, zdolności, umiejętności, talent – to „tylko” narzędzia. A każde narzędzie może posłużyć tak do dobrych, jak i do złych celów.

Czy potrzeba nam wykształconych młodych ludzi, rozwijających swoje pasje i talenty? Tak, jak najbardziej. Ale w pierwszej kolejności potrzeba nam młodych – dobrych ludzi. Chyba najtrafniej ujął to C.S. Lewis (autor „Opowieści z Narnii”) w jednej ze swych książek:

„Nie da się ludzi uczynić dobrymi na mocy ustawy – a bez dobrych ludzi nie ma dobrego społeczeństwa.”

I właśnie od tego powinna zaczynać się dyskusja o stanie polskiej edukacji.

2 KOMENTARZE

    • No właśnie, jak bardzo? Powiedzmy w skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza nudę umiarkowaną, a 10 nudę nud (hmm, czy to poprawny dopełniacz liczby mnogiej?).

      Kopę lat, Panie Adamie.
      Ostatnio rzadko tu zaglądam, bo wreszcie założyłem fanpage.
      Jest mi łatwiej działać tam z samego tylko powodu, że tu nie mam powiadomień o komentarzach, a tam tak.
      Zapraszam na fejsbunia (proszę szukać „Pandarade”) 😉

Dodaj komentarz